Byłam na chrzcinach w Markach

Kilka tygodni temu dostałam zaproszenie na chrzciny dziecka mojej kuzynki. Kuzynka po ślubie przeprowadziła się do Marek, dlatego tam też urządzała imprezę. Musiałam na nią dojechać ponad 100 kilometrów, dlatego była to dla mnie duża wyprawa. Teraz, kiedy już wróciłam do domu, opowiadałam mojej mamie, która nie mogła uczestniczyć w imprezie, ze względu na swój stan zdrowia, jak było. Muszę przyznać, że naprawdę dobrze się bawiłam.

Jak było na chrzcinach w Markach?

chrzciny w MarkachPrzede wszystkim powiedziałam mamie, że chrzciny w Markach były bardzo udane. Sama impreza odbywała się w Markach, ale chrzest był w kościele w innej miejscowości. Jednakże z pod kościoła wszystkich gości przywiózł do restauracji postawiony autokar, dlatego nie musiałam się martwić o transport. Restauracja, w której odbywały się chrzciny była urządzona w bardzo ładnym, rustykalnym stylu. W tym dniu nie odbywała się tam żadna inna impreza, dlatego nie było innych gości. Panowała kameralna, rodzinna atmosfera, co bardzo mi się podobało. Byłam wprost zauroczona strojem najważniejszej w tym dniu osoby, czyli córeczki kuzynostwa. Dziecko miało na sobie bardzo ładną białą, atłasową sukienkę, do tego była dołączona szatka do chrztu. Była ona przypięta do sukieneczki, tak jak czasami przypina się dziecku smoczek, co była bardzo dużym ułatwieniem dla rodziców. Załapałam się nawet na sesję fotograficzną. Same chrzciny w restauracji trwały dosyć długo. Skończyły się dopiero około dwudziestej drugiej. Wszystko przez to, że organizatorzy zamówili kilka ciepłych posiłków, które były podawane w odstępie kilkugodzinnym od siebie. Jednak nikomu nie nudziło się przy stole, ponieważ byłam zamówiona również orkiestra, która umilała nam czas graniem i śpiewaniem, a kto chciał mógł sobie dodatkowo potańczyć na niewielkim parkiecie. Moja mama była zdumiona tą opowieścią.

Powiedziała mi, że ma wrażenie, że mówię nie o chrzcinach, a o weselu i to dosyć sporym. Powiedziałam jej, że takie imprezy właśnie tak teraz wyglądają i to nie był żaden wyjątek. Często zdarza się bowiem, że rodzice organizują całą uroczystość w kościele, tylko po to, żeby zrobić imprezę i zwołać całą rodzinę. Mama nie była zadowolona z takiego obrotu sytuacji, ale ja powtórzę raz jeszcze bardzo dobrze się bawiłam na tej zabawie.